Nawet najznamienitszy wróżbita świata nie byłby w stanie przewidzieć tego, co przydarzyło się Davidowi Dawsonowi w dniu przesilenia letniego. Któżby pomyślał, że dwudziestoparoletni mężczyzna wychowany na wzorowego obywatela Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej w biednej rodzinie, w której od niepamiętnych czasów wpajano dzieciom, iż hazard jest podatkiem od głupoty, skusiłby się na tak fascynującą, aczkolwiek wielce ryzykowną propozycję? Tylko człowiek niespełna rozumu byłby w stanie skosztować 'zakazanego owocu', mając świadomość, że z dużym prawdopodobieństwem może stracić wszystko, na co przez tyle lat ciężko pracował, stawiając wykształcenie nad własną rozrywkę i życie towarzyskie.
Przez większość podróży do Las Vegas, Dawson zadawał sobie pytanie: „Co skłoniło mnie, by zgodzić się na tak ryzykowne posunięcie? Co jeśli stracę wszystko, na czym mi kiedykolwiek zależało? Czy moja egzystencja będzie jeszcze wtedy miała jakiś sens? Co ja z sobą pocznę?”. Za każdym razem nie otrzymywał odpowiedzi. Jego myśli wypełniała pustka, bezdenna pustka potrafiąca skruszyć nawet najtwardszego człowieka i sprawić, że jego równowaga emocjonalna ulegnie destabilizacji i zacznie on panikować, siejąc ferment w najbliższym otoczeniu.
Owego dnia Dawson był pewien tylko jednego – że nie może się już wycofać. Nie, jeśli zaszedł już tak daleko. Nie mógł zawieźć swojej najbliższej rodziny, która tak bardzo go teraz potrzebowała. Tylko on mógł pomóc swoim krewnym. Jego rodzina straciła wszelkie kosztowności, kiedy Dawson był jeszcze małym chłopcem. Po tym, jak korporacja jego ojca zbankrutowała, zaledwie trzyletni David musiał pomagać swoim rodzicom w pracach domowych. Rodzinie ledwie starczało na wyżywienie, zapłacenie czynszu i podatków, a co gorsza doszły do tego jeszcze wydatki na leki po tym, jak matka Davida trafiła do szpitala z powodu duszności. Lekarz postawił jasną diagnozę: „Chora cierpi na gruźlicę. Jeżeli nie zacznie od razu zażywać odpowiednich leków, w każdej chwili może umrzeć”. Pan Dawson załamał się na myśl o tym, że może stracić miłość swojego życia na zawsze. W konsekwencji popadł w głęboką depresję. Przestał być zdolny do jakiegokolwiek wysiłku fizycznego, nie potrafił się skupić na najprostszych sprawach, co tylko pogorszyło ich sytuację rodzinną. Niestety mimo zasiłków, jakie otrzymali od państwa i najlepszej opieki medycznej w regionie pani Dawson odeszła. Ojciec Davida nie potrafił się pogodzić ze śmiercią ukochanej. Skutkiem tego było popadnięcie w alkoholizm i brak zainteresowania swoim jedynym synem. Wkrótce po tym państwo odebrało im mieszkanie, ojciec został wywieziony na odwyk, a kilkuletnim chłopczykiem zaopiekowali się dziadkowie, którzy wychowali go na ludzi. Niestety, gdy chłopak miał trzynaście lat zmarli śmiercią tragiczną w pożarze domu, a David trafił do szpitala. Następnie przeniesiono go do sierocińca. Podczas pobytu tam wyznaczył sobie cel, do którego chce dążyć: pragnął skończyć studia, zdobyć w miarę dobrze opłacalną pracę, założyć własną rodzinę, w której czułby się szczęśliwy i kochany oraz – co najtrudniejsze – pomóc swojemu ojcu, który obecnie był jedynym członkiem jego rodziny. Jak widać jego dzieciństwo nie było usłane różami. Odkąd był małym szkrabem zdawał sobie sprawę, że życie jest ciężkie i najważniejsze, to umieć sobie w nim poradzić i starać się robić wszystko tak, by potem tego nie żałować, a w ciężkich chwilach nie poddawać się i wykorzystywać każdą szansę, jaka się natrafi.
David Dawson zaledwie parę miesięcy temu ukończył studia na 'New York Univercity', na które dostał się dzięki stypendium naukowym. Niestety los się do niego nie uśmiechnął, gdyż biedakowi nie udało się znaleźć pracy. Do tej pory mieszkał wraz ze swoim najlepszym przyjacielem, niezbyt zamożnym Henrym Sparxem w niewielkiej kawalerce na Brooklynie, która należała do jego kolegi. Niestety niedawno dowiedział się, że Sparx za parę tygodni sprzedaje kawalerkę, by móc kupić inne mieszkanie kilka dzielnic dalej, w którym mógłby zamieszkać i być szczęśliwy ze swoją narzeczoną. Dawson miał małą sprzeczkę z kolegą, lecz ostatecznie Sparx zaproponował mu, żeby chłopak sprawdził swoje szczęście w grach hazardowych. Z początku nie przyjmował tego do wiadomości, ponieważ od małego babcia wpajała mu, że przegrana w kasynach często prowadzi do samobójstw, których można było uniknąć, gdyby nie pycha i szaleństwo, jakie ogarnęło ludzkie umysły, jednakże później Dawson zdał sobie sprawę, że nie ma innego wyjścia. Musi zaryzykować, choćby nie wiadomo jak miało się to skończyć.
I w ten oto sposób mężczyzna znalazł się przed drzwiami kasyna 'Golden Nugget'. Teraz pozostawało tylko pytanie: 'Czy David Dawson dokonał właściwego wyboru, czy może targnął się na śmierć?'
Przez większość podróży do Las Vegas, Dawson zadawał sobie pytanie: „Co skłoniło mnie, by zgodzić się na tak ryzykowne posunięcie? Co jeśli stracę wszystko, na czym mi kiedykolwiek zależało? Czy moja egzystencja będzie jeszcze wtedy miała jakiś sens? Co ja z sobą pocznę?”. Za każdym razem nie otrzymywał odpowiedzi. Jego myśli wypełniała pustka, bezdenna pustka potrafiąca skruszyć nawet najtwardszego człowieka i sprawić, że jego równowaga emocjonalna ulegnie destabilizacji i zacznie on panikować, siejąc ferment w najbliższym otoczeniu.
Owego dnia Dawson był pewien tylko jednego – że nie może się już wycofać. Nie, jeśli zaszedł już tak daleko. Nie mógł zawieźć swojej najbliższej rodziny, która tak bardzo go teraz potrzebowała. Tylko on mógł pomóc swoim krewnym. Jego rodzina straciła wszelkie kosztowności, kiedy Dawson był jeszcze małym chłopcem. Po tym, jak korporacja jego ojca zbankrutowała, zaledwie trzyletni David musiał pomagać swoim rodzicom w pracach domowych. Rodzinie ledwie starczało na wyżywienie, zapłacenie czynszu i podatków, a co gorsza doszły do tego jeszcze wydatki na leki po tym, jak matka Davida trafiła do szpitala z powodu duszności. Lekarz postawił jasną diagnozę: „Chora cierpi na gruźlicę. Jeżeli nie zacznie od razu zażywać odpowiednich leków, w każdej chwili może umrzeć”. Pan Dawson załamał się na myśl o tym, że może stracić miłość swojego życia na zawsze. W konsekwencji popadł w głęboką depresję. Przestał być zdolny do jakiegokolwiek wysiłku fizycznego, nie potrafił się skupić na najprostszych sprawach, co tylko pogorszyło ich sytuację rodzinną. Niestety mimo zasiłków, jakie otrzymali od państwa i najlepszej opieki medycznej w regionie pani Dawson odeszła. Ojciec Davida nie potrafił się pogodzić ze śmiercią ukochanej. Skutkiem tego było popadnięcie w alkoholizm i brak zainteresowania swoim jedynym synem. Wkrótce po tym państwo odebrało im mieszkanie, ojciec został wywieziony na odwyk, a kilkuletnim chłopczykiem zaopiekowali się dziadkowie, którzy wychowali go na ludzi. Niestety, gdy chłopak miał trzynaście lat zmarli śmiercią tragiczną w pożarze domu, a David trafił do szpitala. Następnie przeniesiono go do sierocińca. Podczas pobytu tam wyznaczył sobie cel, do którego chce dążyć: pragnął skończyć studia, zdobyć w miarę dobrze opłacalną pracę, założyć własną rodzinę, w której czułby się szczęśliwy i kochany oraz – co najtrudniejsze – pomóc swojemu ojcu, który obecnie był jedynym członkiem jego rodziny. Jak widać jego dzieciństwo nie było usłane różami. Odkąd był małym szkrabem zdawał sobie sprawę, że życie jest ciężkie i najważniejsze, to umieć sobie w nim poradzić i starać się robić wszystko tak, by potem tego nie żałować, a w ciężkich chwilach nie poddawać się i wykorzystywać każdą szansę, jaka się natrafi.
David Dawson zaledwie parę miesięcy temu ukończył studia na 'New York Univercity', na które dostał się dzięki stypendium naukowym. Niestety los się do niego nie uśmiechnął, gdyż biedakowi nie udało się znaleźć pracy. Do tej pory mieszkał wraz ze swoim najlepszym przyjacielem, niezbyt zamożnym Henrym Sparxem w niewielkiej kawalerce na Brooklynie, która należała do jego kolegi. Niestety niedawno dowiedział się, że Sparx za parę tygodni sprzedaje kawalerkę, by móc kupić inne mieszkanie kilka dzielnic dalej, w którym mógłby zamieszkać i być szczęśliwy ze swoją narzeczoną. Dawson miał małą sprzeczkę z kolegą, lecz ostatecznie Sparx zaproponował mu, żeby chłopak sprawdził swoje szczęście w grach hazardowych. Z początku nie przyjmował tego do wiadomości, ponieważ od małego babcia wpajała mu, że przegrana w kasynach często prowadzi do samobójstw, których można było uniknąć, gdyby nie pycha i szaleństwo, jakie ogarnęło ludzkie umysły, jednakże później Dawson zdał sobie sprawę, że nie ma innego wyjścia. Musi zaryzykować, choćby nie wiadomo jak miało się to skończyć.
I w ten oto sposób mężczyzna znalazł się przed drzwiami kasyna 'Golden Nugget'. Teraz pozostawało tylko pytanie: 'Czy David Dawson dokonał właściwego wyboru, czy może targnął się na śmierć?'
~ ξ ~
W środku budynku panował mrok i niesamowicie wielka ekstaza. Ludzie oddychali dymem z papierosów mentolowych lub lekkich, skrętów, cygar, fajek i innych używek. Z powodu zasłoniętych okien ludzie nie mieli zielonego pojęcia, która jest godzina, ile już czasu siedzieli w tej 'Sodomie i Gomorze' zwłaszcza, że nie było tam żadnego zegarka ani przedmiotów, jakie przypominałyby im o porze dnia. Dawson doskonale wiedział, że w kasynach rozpyla się tlen, który pobudza ludzki organizm i zwiększa emocje, a co za tym idzie, także skłonność do kierowania się emocjami, a nie rachunkiem prawdopodobieństwa. Co więcej, muzyka miała specyficzne tempo, którego częstotliwość sprzyjała wchodzeniu w trans. Najważniejsze było, żeby nie dać się skusić tym wszystkich sztuczkom, przez które ludzie tracą koncentrację. Niestety tylko pojedyncze jednostki o nerwach ze stali byłyby w stanie nie dać się ponieść tym emocjom. Stoliki z wszelkimi grami – od pokera przez blackjacka, baccarat, kości, loterię i kończąc na ruletce – były zapełnione przez tysiące napalonych graczy. Rozrywki dodawał alkohol serwowany za darmo oraz skąpo ubrane kelnerki wykonujące erotomańskie ruchy wokół srebrnych stolików.
Jedna z nich skupiła uwagę Dawsona. Emanowała niespotykanym jak dotąd dla jego oka pięknem. Szczupła kobieta poruszała się z gracją, a jej proste jak drut blond włosy opadały kaskadą na gołe plecy przy każdym kroku. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że przeciwieństwa się przyciągają. W tym przypadku miał stuprocentowa rację. Dawson zawsze preferował blondynki, być może ze względu na to, że sam był brunetem o falowanych włosach i ciemnych oczach, a swojej 'drugiej połówki' szukał w kobietach o przeciwnych dla niego fenotypach. 'Zamienił się w słup soli' wpatrując się w piękność. Nie potrafił spuścić z niej wzroku, choćby nie wiadomo jak bardzo chciał. W międzyczasie podeszła do niego - również urodziwa - ruda kelnerka proponując kieliszek tequili z talerzykiem soli i cytryny, którą nieświadomie przyjął. Bez głębszego namysłu spożył wysokoprocentowy napój alkoholowy i poprosił o więcej. Czekając na kolejny kieliszek podeszła do niego ta sama kobieta, która przechodziła wcześniej i na którą się patrzył z zachwytem, i zaczęła go delikatnie, a zarazem bardzo kusząco dotykać. Dawson omal nie zawył jak lew, tak bardzo był podniecony.
- Wydajesz się bardzo roztargniony i skrępowany – pogłaskała go po policzku z minimalnym zarostem. – Jestem Ella. Ella Lindsey.
- David Dawson. Yyy… nie powinnaś przypadkiem teraz pracować? – zapytał.
- Aktualnie mam przerwę. Pewnie zdajesz sobie sprawę, że pracownicy kasyn zmieniają się bardzo często, a tak dokładnie co czterdzieści minut, i potem mają chwilę dla siebie – wtedy mężczyzna otrzymał kolejny kieliszek tequili. – Czy miałbyś coś przeciwko, gdybym napiła się z tobą po kieliszku?
Chłopak kiwnął głową.
- Świetnie. Judi, nalej nam jeszcze po jednym brandy!
I tak oto Dylan Dawson spędził swoje pierwsze piętnaście minut w Golden Nugget. Przez ten czas spożyli jeszcze po dwa kieliszki whisky, a dokładnie 'Jacka Danielsa', aż popadli w stan upojenia alkoholowego. Napój miał totalną władzę nad ich mózgami. W końcu Ella zaprowadziła Davida do pomieszczenia dla pracowników z tyłu kasyna, gdzie zamknęła ich na klucz i z impetem rzuciła swojego oblubieńca na stojącą nieopodal nich kanapę. Był to dla niego wielki szok. Dotąd nie miał powodzenia u płci przeciwnej. Kobiety preferowały raczej trzymać się z dala od kogoś takiego jak on. Tym razem było inaczej. Ella położyła się na nim i zaczęli się namiętnie całować. Ich języki plątały się niczym nici kwasu deoksyrybonukleinowego tworzące helisę w przestrzeni jamy ustnej. To pożądanie, jakie nimi kierowało było nie do zatrzymania. Więź się pogłębiała, a ich ciała coraz to bardziej napierały na siebie. Dłonie kobiety zaczęły pieścić twarz mężczyzny o jakże męskich rysach, podczas gdy on wplątał swoje w pukle jej rozświetlających świat niczym promienie słoneczne włosów. W końcu David odciągnął od siebie Ellę.
- Czy mógłbym ci zadać pytanie?
- Jak najbardziej.
- Ciekawi mnie jedna rzecz: czy jest jakiś mężczyzna, który aktualnie zabiega o Twoje względy poza pracą?
- W ostatnich dniach jesteś nim tylko Ty.
- W takim razie muszę ci coś wyznać – zaczął bawić się jej włosami.
- Hmmm…?
- Jesteś moją' gwiazdką z nieba'.
Lindsey znowu przybliżyła się do Dawsona i po raz kolejny nastąpiła cisza spowodowana serią namiętnych pocałunków i jeszcze większego pożądania, jakie nimi władało.
- Jeśli to nie jest sen, to Ty jesteś moim Aniołem, który spadł z nieba, by na nowo wskrzesić moje zranione przez społeczeństwo serce. Powiedz mi, po co tutaj przybyłeś?
David opowiedział jej o wszystkim, co mu się przytrafiło w życiu.
- I właśnie dlatego zjawiłem się tutaj. Mam zaledwie kilkaset dolarów i to wszystko, co posiadam. Gra 'va bank' to moja ostatnia deska ratunku.
- Wierzę, że ci się uda – odparła.
- Mam taką nadzieję… Ello, jeżeli jakimś cudem szczęście by mi dopisało i wygrałbym coś tutaj to powiedz mi, czy wyjechałabyś wraz ze mną?
- Wygraj, a będę cała Twoja – musnęła jego policzek i czule przejechała ręką po koszuli w miejscu, gdzie znajdowała się jego klatka piersiowa. – A teraz wybacz, ale muszę wracać do pracy.
- Aktualnie mam przerwę. Pewnie zdajesz sobie sprawę, że pracownicy kasyn zmieniają się bardzo często, a tak dokładnie co czterdzieści minut, i potem mają chwilę dla siebie – wtedy mężczyzna otrzymał kolejny kieliszek tequili. – Czy miałbyś coś przeciwko, gdybym napiła się z tobą po kieliszku?
Chłopak kiwnął głową.
- Świetnie. Judi, nalej nam jeszcze po jednym brandy!
I tak oto Dylan Dawson spędził swoje pierwsze piętnaście minut w Golden Nugget. Przez ten czas spożyli jeszcze po dwa kieliszki whisky, a dokładnie 'Jacka Danielsa', aż popadli w stan upojenia alkoholowego. Napój miał totalną władzę nad ich mózgami. W końcu Ella zaprowadziła Davida do pomieszczenia dla pracowników z tyłu kasyna, gdzie zamknęła ich na klucz i z impetem rzuciła swojego oblubieńca na stojącą nieopodal nich kanapę. Był to dla niego wielki szok. Dotąd nie miał powodzenia u płci przeciwnej. Kobiety preferowały raczej trzymać się z dala od kogoś takiego jak on. Tym razem było inaczej. Ella położyła się na nim i zaczęli się namiętnie całować. Ich języki plątały się niczym nici kwasu deoksyrybonukleinowego tworzące helisę w przestrzeni jamy ustnej. To pożądanie, jakie nimi kierowało było nie do zatrzymania. Więź się pogłębiała, a ich ciała coraz to bardziej napierały na siebie. Dłonie kobiety zaczęły pieścić twarz mężczyzny o jakże męskich rysach, podczas gdy on wplątał swoje w pukle jej rozświetlających świat niczym promienie słoneczne włosów. W końcu David odciągnął od siebie Ellę.
- Czy mógłbym ci zadać pytanie?
- Jak najbardziej.
- Ciekawi mnie jedna rzecz: czy jest jakiś mężczyzna, który aktualnie zabiega o Twoje względy poza pracą?
- W ostatnich dniach jesteś nim tylko Ty.
- W takim razie muszę ci coś wyznać – zaczął bawić się jej włosami.
- Hmmm…?
- Jesteś moją' gwiazdką z nieba'.
Lindsey znowu przybliżyła się do Dawsona i po raz kolejny nastąpiła cisza spowodowana serią namiętnych pocałunków i jeszcze większego pożądania, jakie nimi władało.
- Jeśli to nie jest sen, to Ty jesteś moim Aniołem, który spadł z nieba, by na nowo wskrzesić moje zranione przez społeczeństwo serce. Powiedz mi, po co tutaj przybyłeś?
David opowiedział jej o wszystkim, co mu się przytrafiło w życiu.
- I właśnie dlatego zjawiłem się tutaj. Mam zaledwie kilkaset dolarów i to wszystko, co posiadam. Gra 'va bank' to moja ostatnia deska ratunku.
- Wierzę, że ci się uda – odparła.
- Mam taką nadzieję… Ello, jeżeli jakimś cudem szczęście by mi dopisało i wygrałbym coś tutaj to powiedz mi, czy wyjechałabyś wraz ze mną?
- Wygraj, a będę cała Twoja – musnęła jego policzek i czule przejechała ręką po koszuli w miejscu, gdzie znajdowała się jego klatka piersiowa. – A teraz wybacz, ale muszę wracać do pracy.
~ ξ ~
David wiedział, że statystycznie miał niesamowicie małe szanse na wygraną. Co gorsza, nie posiadał żadnego doświadczenia w grach hazardowych. Nigdy wcześniej nie grał w tego typu placówkach społecznych, jedyne co robił to wybierał się wraz z Henrym Sparxem, który to wręcz ubóstwiał. David nie przepadał za takimi formami rozrywki. Nie tęsknił również zbytnio za dyskotekami, ponieważ nie czuł się na nich komfortowo. Doszedł do wniosku, że jeżeli ludzie nie życzą sobie spędzania czasu w jego towarzyskie, to on nie będzie im się naprzykrzał. Wolał zająć się swoim życiem i swoimi sprawami, w których nikt nie mógł mu przeszkadzać. To była jego wolna wola, jego wybór. Jego życie. Nie bez powodu 'każdy jest kowalem swojego losu'.
Przechodząc koło 'Jednorękich Bandytów' zauważył kolejną kelnerkę, równie atrakcyjną co ta rudowłosa, w tych samych seksownych krótkich czarnych spodenkach oraz półprzezroczystej białej koszuli z tacą cosmopolitanów, których skosztował. Zastanawiał się przez dłuższą chwilę, czy nie zaryzykować i wydać kilkanaście dolarów na tą maszynę dobierającą losowe konfiguracje różnych symboli. W końcu wrzucił kilka żetonów do automatu i liczył, że wylosuje trzy identyczne znaki w jednej linii. Wylosował tylko dwa. 'Mówi się trudno.' pomyślał i skierował się w stronę stołów.
Mężczyzna słusznie zauważył i wywnioskował, że skoro stoły z grą w kości są przepełnione, to nie ma sensu szukać cienia nadziei, że ktoś go tam przepuści, a ponieważ do numerków nigdy nie miał szczęścia (co było dla niego równoznaczne z rezygnacją z ruletki i loterii), postanowił poszukać go w kartach, w które grał często z dziadkami po powrocie ze szkoły. Dziadek nauczył go grać między innymi właśnie w pokera oraz baccarat, a z radia dowiedział się, że blackjack to kasynowa odmiana gry w oczko. Miał szczęście, ponieważ ludzie zebrani wokół jednego ze stolików właśnie kończyli kolejną partię w 'Poker Texas Hold’em'. Dawson czekał na swoją kolejkę dopijając do końca swojego napoczętego trunka, a następnie usiadł do gry.
'Raz się żyje.' westchnął i wyrzucił kilka swoich żetonów na stół. David rozejrzał się po swoich przeciwnikach. Każdy z nich wyglądał na doświadczonego i planującego grać do oporu. Nie byli raczej zadowoleni, że muszą z nim oponować. Czuł się trochę nieswojo, być może z tego również względu, że wystawił najmniejszą liczbę żetonów ze wszystkich. Nie mógł już w pierwszej rozgrywce zaryzykować całym swoim dorobkiem. Stwierdził, że jeżeli miałby przegrać to przynajmniej nie straci wszystkiego, z czym przybył do 'Golden Nugget'.
Pierwszy z graczy po lewej stronie od rozdającego wystawił do puli małą ciemną na sumę pięciuset dolarów. Drugi podwoił sumę przy wystawieniu dużej ciemnej. Dealer rozdał wszystkim po dwie zakryte karty. Dawson zobaczył, jakie karty przydzielił mu los. As pik oraz czwórka karo. David zastanawiał się przez chwilę, jaki podjąć krok. Rozpoczęto licytację. Wszyscy włożyli tą samą ilość pieniędzy do puli, więc na stół wyłożono flop. Światło dzienne ujrzał król trefl, walet pik oraz as karo. Kolejna licytacja i podobnie jak wcześniej wszyscy zdecydowali się na taką samą ilość pieniędzy do puli. Wyłożona została czwarta karta – dama trefl. Hazardziści zaczęli się coraz to bardziej niecierpliwić. Widownia z entuzjazmem spoglądała na rozgrywkę, a kelnerki spacerowały wokół tłumów z tacami tequili oraz brandy. Dawson rozejrzał się po sali, ale nigdzie nie widział Elli. Pewnie przeszła do innego pomieszczenia – miał świadomość, że w kasynach pracownicy nadzwyczaj często zamieniają się na stanowiskach. Pewnie pracuje obecnie przy 'Jednorękich Bandytach'. Po chwili na stół wyłożono ostatnią, wspólną dla wszystkich kartę, którą okazał się as kier. Tym razem trzech z mężczyzn spasowało, kolejnych dwóch oraz Dawson poczekało, a następny po Davidzie jako pierwszy zdecydował się na postawienie zakładu na kwotę dużej ciemnej. W puli znajdowało się już ponad trzy tysiące dolarów. Nadszedł czas na wyłożenie swoich kart. „Nie było tak źle.” stwierdził mężczyzna z trójką asów. Zajął trzecie miejsce, ale to i tak nic mu nie dało, gdyż pulę zebrał jego umięśniony przeciwnik z tatuażem na lewym ramieniu, wypalający papierosa mentolowego.
Po wtórnym potasowaniu kart rozpoczęła się druga partia, tym razem bez trzech graczy, którzy spasowali. Przez następne pięć Dawsonowi szło całkiem dobrze, co prawda nie ugrał zbyt wiele, bo zaledwie osiemdziesiąt dolarów dzięki jednemu Fullowi i dwóm Małym Streetom, a wydał do tej pory nieco ponad sto siedemdziesiąt dolarów z pięciuset, jakie przy sobie miał. Nie przejmował się tym, nadal liczył na los szczęścia. Doszedł do wniosku, że jeżeli nie wygra nic w przeciągu najbliższych trzech partii, to rezygnuje i bierze tyle pieniędzy, ile wygra. Nie chciał za bardzo kusić losu.
W końcu z grze pozostało już tylko czterech graczy. Kelnerki ciągle serwowały wódki wysokoprocentowe i kusiły pijanych mężczyzn do nieetycznych posunięć. Nikogo to nie dziwiło, w końcu to był Las Vegas, 'Miasto Grzechu', światowa stolica hazardu, seksu i 'drugich szans'. Nadszedł czas na kolejną rozgrywkę. Po potasowaniu kart oraz wystawieniu do puli małej i dużej ciemnej rozpoczęła się licytacja. Dawson zauważył, że hazardziści przyjęli inną taktykę niż do tej pory. Poddali się presji i rządzy pieniędzy, za wszelką cenę chcieli wygrać. Pierwszy z nich, wysoki chudzielec o platynowych włosach zagrał 'va bank', i w konsekwencji przegrał wszystko, co posiadał. Mężczyzna siedzący po jego lewej stronie wziął z niego przykład i skończył w ten sam sposób w następnej partii. Pozostali tylko mężczyzna z tatuażem oraz David. Biedakowi pozostało już tylko sto dwadzieścia dolarów. Absolutnie nie mógł teraz popełnić błędu taktycznego. Musiał 'mieć oczy dookoła głowy', postarać się wyczuć, kiedy jego oponent blefuje, a kiedy ryzykuje. Rozdano karty. David otrzymał trójkę trefl i jeszcze jedną, która wysunęła mu się z rąk. Kiedy ją podniósł zobaczył, że była to dama kier. Mężczyzna wydał w tej partii trzecią część pieniędzy, które mu pozostały. Wyłożenie flopu wykazało, że sytuacja jest tragiczna: ósemka pik, czwórka trefl i as kier. Z takich kart nie dało się ułożyć żadnej kombinacji. Dawson ciągle powtarzał sobie w głowie, że nie może się teraz poddać. Zaszedł za daleko.
Wtedy przypomniało mu się o swoim ojcu, któremu obiecał pomóc. Niby jak miałby go wesprzeć materialnie nie mając ani jednego dolara? David nie był zbyt religijnym człowiekiem. Każdej osobie, która pytała się o jego wyznanie wiary odpowiadał, że jest deistą. 'Jeżeli Bóg naprawdę istnieje i troszczy się o ludzi, to nigdy nie pozwoli na to, by żyli w nędzy.' pomyślał i odzyskał wiarę w siebie. Zdecydował grać dalej i z osiemdziesięciu dolarów, jakie mu pozostały, do końca partii wydał siedemdziesiąt pięć. Nie dopisało mu szczęście, następnymi odkrytymi kartami były szóstka kier i król pik, co w efekcie dawało mu cień nadziei na zwycięstwo, jedynie przy 'wysokiej karcie'. Rozdający poprosił o wyłożenie kart.
- Zastanów się dobrze, przyjacielu, czy ty przypadkiem nie pomyliłeś budynków – stwierdził mężczyzna z tatuażem i na stole położył parę królów, a następnie zagarnął pulę na swoją stronę stołu. – Lepiej powiedz, czy chcesz się poddać teraz, czy zaryzykujesz raz jeszcze, o ile wciąż masz coś na swoim koncie? – dodał z nutą szyderstwa i uśmiechnął się krzywo, ukazując przy tym jeden złoty ząb, który zalśnił w świetle żarówek jarzeniowych.
Dawson zastanawiał się przez dłuższą chwilę nad tym, co usłyszał. Rzeczywiście, jego obecny stan majątkowy był nędzny. Nie chciał nawet szacować, jak niewielką szansę miał na zwycięstwo. Musiałby zdarzyć się cud. Po raz kolejny przeszło mu przez myśl pytanie: 'Co skłoniło mnie, by zgodzić się na tak ryzykowne posunięcie?'. Ponownie brak odpowiedzi. Rozejrzał się jeszcze raz po kasynie, a w oddali za barkiem ujrzał Ellę. 'Ta kobieta z każdą chwilą coraz to bardziej mnie intryguje.' pomyślał David i zanotował sobie w pamięci, żeby nie zapomnieć się jej zapytać po pracy, czy nie wybrałaby się z nim na kawę.
- Gram dalej – odpowiedział po chwili ciszy i dekoncentracji.
Pierwszy z graczy po lewej stronie od rozdającego wystawił do puli małą ciemną na sumę pięciuset dolarów. Drugi podwoił sumę przy wystawieniu dużej ciemnej. Dealer rozdał wszystkim po dwie zakryte karty. Dawson zobaczył, jakie karty przydzielił mu los. As pik oraz czwórka karo. David zastanawiał się przez chwilę, jaki podjąć krok. Rozpoczęto licytację. Wszyscy włożyli tą samą ilość pieniędzy do puli, więc na stół wyłożono flop. Światło dzienne ujrzał król trefl, walet pik oraz as karo. Kolejna licytacja i podobnie jak wcześniej wszyscy zdecydowali się na taką samą ilość pieniędzy do puli. Wyłożona została czwarta karta – dama trefl. Hazardziści zaczęli się coraz to bardziej niecierpliwić. Widownia z entuzjazmem spoglądała na rozgrywkę, a kelnerki spacerowały wokół tłumów z tacami tequili oraz brandy. Dawson rozejrzał się po sali, ale nigdzie nie widział Elli. Pewnie przeszła do innego pomieszczenia – miał świadomość, że w kasynach pracownicy nadzwyczaj często zamieniają się na stanowiskach. Pewnie pracuje obecnie przy 'Jednorękich Bandytach'. Po chwili na stół wyłożono ostatnią, wspólną dla wszystkich kartę, którą okazał się as kier. Tym razem trzech z mężczyzn spasowało, kolejnych dwóch oraz Dawson poczekało, a następny po Davidzie jako pierwszy zdecydował się na postawienie zakładu na kwotę dużej ciemnej. W puli znajdowało się już ponad trzy tysiące dolarów. Nadszedł czas na wyłożenie swoich kart. „Nie było tak źle.” stwierdził mężczyzna z trójką asów. Zajął trzecie miejsce, ale to i tak nic mu nie dało, gdyż pulę zebrał jego umięśniony przeciwnik z tatuażem na lewym ramieniu, wypalający papierosa mentolowego.
Po wtórnym potasowaniu kart rozpoczęła się druga partia, tym razem bez trzech graczy, którzy spasowali. Przez następne pięć Dawsonowi szło całkiem dobrze, co prawda nie ugrał zbyt wiele, bo zaledwie osiemdziesiąt dolarów dzięki jednemu Fullowi i dwóm Małym Streetom, a wydał do tej pory nieco ponad sto siedemdziesiąt dolarów z pięciuset, jakie przy sobie miał. Nie przejmował się tym, nadal liczył na los szczęścia. Doszedł do wniosku, że jeżeli nie wygra nic w przeciągu najbliższych trzech partii, to rezygnuje i bierze tyle pieniędzy, ile wygra. Nie chciał za bardzo kusić losu.
W końcu z grze pozostało już tylko czterech graczy. Kelnerki ciągle serwowały wódki wysokoprocentowe i kusiły pijanych mężczyzn do nieetycznych posunięć. Nikogo to nie dziwiło, w końcu to był Las Vegas, 'Miasto Grzechu', światowa stolica hazardu, seksu i 'drugich szans'. Nadszedł czas na kolejną rozgrywkę. Po potasowaniu kart oraz wystawieniu do puli małej i dużej ciemnej rozpoczęła się licytacja. Dawson zauważył, że hazardziści przyjęli inną taktykę niż do tej pory. Poddali się presji i rządzy pieniędzy, za wszelką cenę chcieli wygrać. Pierwszy z nich, wysoki chudzielec o platynowych włosach zagrał 'va bank', i w konsekwencji przegrał wszystko, co posiadał. Mężczyzna siedzący po jego lewej stronie wziął z niego przykład i skończył w ten sam sposób w następnej partii. Pozostali tylko mężczyzna z tatuażem oraz David. Biedakowi pozostało już tylko sto dwadzieścia dolarów. Absolutnie nie mógł teraz popełnić błędu taktycznego. Musiał 'mieć oczy dookoła głowy', postarać się wyczuć, kiedy jego oponent blefuje, a kiedy ryzykuje. Rozdano karty. David otrzymał trójkę trefl i jeszcze jedną, która wysunęła mu się z rąk. Kiedy ją podniósł zobaczył, że była to dama kier. Mężczyzna wydał w tej partii trzecią część pieniędzy, które mu pozostały. Wyłożenie flopu wykazało, że sytuacja jest tragiczna: ósemka pik, czwórka trefl i as kier. Z takich kart nie dało się ułożyć żadnej kombinacji. Dawson ciągle powtarzał sobie w głowie, że nie może się teraz poddać. Zaszedł za daleko.
Wtedy przypomniało mu się o swoim ojcu, któremu obiecał pomóc. Niby jak miałby go wesprzeć materialnie nie mając ani jednego dolara? David nie był zbyt religijnym człowiekiem. Każdej osobie, która pytała się o jego wyznanie wiary odpowiadał, że jest deistą. 'Jeżeli Bóg naprawdę istnieje i troszczy się o ludzi, to nigdy nie pozwoli na to, by żyli w nędzy.' pomyślał i odzyskał wiarę w siebie. Zdecydował grać dalej i z osiemdziesięciu dolarów, jakie mu pozostały, do końca partii wydał siedemdziesiąt pięć. Nie dopisało mu szczęście, następnymi odkrytymi kartami były szóstka kier i król pik, co w efekcie dawało mu cień nadziei na zwycięstwo, jedynie przy 'wysokiej karcie'. Rozdający poprosił o wyłożenie kart.
- Zastanów się dobrze, przyjacielu, czy ty przypadkiem nie pomyliłeś budynków – stwierdził mężczyzna z tatuażem i na stole położył parę królów, a następnie zagarnął pulę na swoją stronę stołu. – Lepiej powiedz, czy chcesz się poddać teraz, czy zaryzykujesz raz jeszcze, o ile wciąż masz coś na swoim koncie? – dodał z nutą szyderstwa i uśmiechnął się krzywo, ukazując przy tym jeden złoty ząb, który zalśnił w świetle żarówek jarzeniowych.
Dawson zastanawiał się przez dłuższą chwilę nad tym, co usłyszał. Rzeczywiście, jego obecny stan majątkowy był nędzny. Nie chciał nawet szacować, jak niewielką szansę miał na zwycięstwo. Musiałby zdarzyć się cud. Po raz kolejny przeszło mu przez myśl pytanie: 'Co skłoniło mnie, by zgodzić się na tak ryzykowne posunięcie?'. Ponownie brak odpowiedzi. Rozejrzał się jeszcze raz po kasynie, a w oddali za barkiem ujrzał Ellę. 'Ta kobieta z każdą chwilą coraz to bardziej mnie intryguje.' pomyślał David i zanotował sobie w pamięci, żeby nie zapomnieć się jej zapytać po pracy, czy nie wybrałaby się z nim na kawę.
- Gram dalej – odpowiedział po chwili ciszy i dekoncentracji.
- Fantastycznie. Widzę w Tobie ogromny potencjał i wyczuwam, że jesteś nowicjuszem – rzekł hazardzista. – Hmmm… domyślam się, iż przyszedłeś tutaj nie bez powodu. Rozumiem, że masz pewien wyznaczony cel, na który postanowiłeś zdobyć trochę szmalu, nieprawdaż?
Dawson przytaknął.
- Muszę zdobyć pieniądze, by uratować mojego ojca. Jest na odwyku, a państwo nie zapewniło mu nic, odkąd zakończył terapię. Wylądował poza marginesem społecznym. Wiem, że w przeszłości mieliśmy ze sobą na pieńku, ale bez względu na wszystko jest moim ojcem i go kocham – wyznał po chwili, a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
- Hahahahaha!!! – mężczyzna wybuchnął fałszywym śmiechem. – Biedaczysko tak bardzo dba o swojego tatusia. Nigdy wcześniej nie słyszałem czegoś tak bezinteresownego w historii tego kasyna. Zazwyczaj ludzie przychodzą tutaj żeby się wzbogacić, a nie po to, by komuś pomóc… Dobrze, zagrajmy. Nigdy wcześniej tego nie robiłem, ale widzę, że jesteś inny niż moi poprzedni rywale – wyciągnął spod stołu wszystkie swoje żetony, zapalił kolejnego mentolowego i rzekł. - Dokładam do puli wszystkie pieniądze, jakie kiedykolwiek wygrałem w grach hazardowych.
Wszyscy zebrani wokół wytrzeszczyli oczy na mężczyznę. Nie wierzyli własnym zmysłom. Doskonale wiedzieli, że był on najsławniejszym i najwybitniejszym hazardzistą ostatnich dwóch dekad. Jeszcze nigdy nie przegrał sumy większej niż trzy tysiące dolarów, a kiedy dochodził do finału to nie miał sobie równych. Posiadał niesamowitą taktykę, był mistrzem w blefie, na czym zdecydowana większość ludzi dawała się 'złapać w sidła'. A jego majątek był tak niewyobrażalnie ogromny, że na myśl o wygraniu takiej sumy przy szczypcie szczęścia aż zapierało dech w piersiach.
- Chyba nie mówi pan o… - zaczęła jedna z kobiet, która przyglądała się rozgrywce od samego początku.
- Owszem, mówię. Jeżeli życie cię kocha, mój drogi przyjacielu, w co szczerze wątpię patrząc na twój mizerny image, to zyskasz pięćdziesiąt miliardów dolarów, ale tylko i wyłącznie pod jednym warunkiem: jeżeli ty również zagrasz 'va bank'.
Teraz już całe kasyno zaczęło zwracać na nich uwagę. Tutejsi ludzie przerwali swoje gry, by obejrzeć na własne oczy rozgrywkę ostatnich dekad. Dawson czuł ogromną presję rozlewającą się po całym ciele. Bał się, że nie wytrzyma dłużej i za niedługo straci nad sobą kontrolę, że stres zawładnie nad nim w pełni.
'Wygraj, a będę cała Twoja.'
- Wchodzę w to.
Dawson przytaknął.
- Muszę zdobyć pieniądze, by uratować mojego ojca. Jest na odwyku, a państwo nie zapewniło mu nic, odkąd zakończył terapię. Wylądował poza marginesem społecznym. Wiem, że w przeszłości mieliśmy ze sobą na pieńku, ale bez względu na wszystko jest moim ojcem i go kocham – wyznał po chwili, a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
- Hahahahaha!!! – mężczyzna wybuchnął fałszywym śmiechem. – Biedaczysko tak bardzo dba o swojego tatusia. Nigdy wcześniej nie słyszałem czegoś tak bezinteresownego w historii tego kasyna. Zazwyczaj ludzie przychodzą tutaj żeby się wzbogacić, a nie po to, by komuś pomóc… Dobrze, zagrajmy. Nigdy wcześniej tego nie robiłem, ale widzę, że jesteś inny niż moi poprzedni rywale – wyciągnął spod stołu wszystkie swoje żetony, zapalił kolejnego mentolowego i rzekł. - Dokładam do puli wszystkie pieniądze, jakie kiedykolwiek wygrałem w grach hazardowych.
Wszyscy zebrani wokół wytrzeszczyli oczy na mężczyznę. Nie wierzyli własnym zmysłom. Doskonale wiedzieli, że był on najsławniejszym i najwybitniejszym hazardzistą ostatnich dwóch dekad. Jeszcze nigdy nie przegrał sumy większej niż trzy tysiące dolarów, a kiedy dochodził do finału to nie miał sobie równych. Posiadał niesamowitą taktykę, był mistrzem w blefie, na czym zdecydowana większość ludzi dawała się 'złapać w sidła'. A jego majątek był tak niewyobrażalnie ogromny, że na myśl o wygraniu takiej sumy przy szczypcie szczęścia aż zapierało dech w piersiach.
- Chyba nie mówi pan o… - zaczęła jedna z kobiet, która przyglądała się rozgrywce od samego początku.
- Owszem, mówię. Jeżeli życie cię kocha, mój drogi przyjacielu, w co szczerze wątpię patrząc na twój mizerny image, to zyskasz pięćdziesiąt miliardów dolarów, ale tylko i wyłącznie pod jednym warunkiem: jeżeli ty również zagrasz 'va bank'.
Teraz już całe kasyno zaczęło zwracać na nich uwagę. Tutejsi ludzie przerwali swoje gry, by obejrzeć na własne oczy rozgrywkę ostatnich dekad. Dawson czuł ogromną presję rozlewającą się po całym ciele. Bał się, że nie wytrzyma dłużej i za niedługo straci nad sobą kontrolę, że stres zawładnie nad nim w pełni.
'Wygraj, a będę cała Twoja.'
- Wchodzę w to.
~ ξ ~
Wybiła godzina zero. To była jego ostatnia szansa, jego wolna wola. David Dawson zaryzykował wszystko, co miał, bezgranicznie poddał się losowi, znalazł się w tunelu niewiedzy i całkowitego braku kontroli nad swoim życiem. Czas miał pokazać, jakie było jego przeznaczenie.
Rozdający potasował karty, po czym je rozdał. Na stole odkryto asa pik, damę karo i waleta karo. Mężczyzna z tatuażem wysyłał Davidowi nieznaczne spojrzenia, a ten z kolei starał się zachować pokerową twarz. Niedługo potem odsłonięto czwartą kartę, którą był as kier. Dawsonowi przechodziły przez głowę najgorsze myśli. Ogromne upokorzenie, wstyd, z jakim będzie musiał żyć do końca swoich dni. Co pomyślałaby jego matka, która tak kochała swojego jedynego syna? A co by sobie pomyśleli jego dziadkowie, którzy tyle serca i energii włożyli w wychowanie chłopca? Ich marzeniem było mieć wzorowego, ułożonego wnuka, o którym mogliby z dumą opowiadać w tym drugim świecie, do jakiego człowiek trafia po śmierci. A co powiedziałaby ta piękność, której wpadł w oko? Czy miała na myśli, że musi wygrać, aby go zdobyć, a może była to tylko zwyczajna motywacja do działania? W międzyczasie refleksje Davida przerwał szelmowski uśmiech, który zawidniał na twarzy jego przeciwnika na widok piątej, ostatniej wspólnej karty graczy. Był nią król karo.
- Ostrzegałem cię, przyjacielu, abyś się dobrze zastanowił, czy chcesz dalej grać – warknął mężczyzna i rzucił z impetem swoje dwie karty – czwórkę i siódemkę karo. Widownia zaczęła wiwatować, a ci co stawiali na mężczyznę z tatuażem (czyli praktycznie wszyscy zebrani) upajali się w zachwycie. Hazardzista zaczął sięgać ręką po wszystkie żetony w puli i przesuwać po stole w swoją stronę, kiedy to David Dawson złapał go za kończynę i przemówił:
- Być może i masz ten swój 'kolor', ale ja nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa – i rzucił na blat asa oraz damę karo.
Audiencja w kasynie w ułamku sekundy 'zamieniła się w słupy soli' i wytrzeszczyła oczy na nowego miliardera. Nikt nie spodziewał się takiej sensacji. Do dwudziestu latach nieprzerwanego zwycięstwa legenda 'Pokera Texas Hold’em' została pokonana przez ubogiego, niedoświadczonego nowicjusza! Nikt nie miał wątpliwości, że ta wiadomość trafi następnego dnia na pierwsze strony gazet i nastąpi 'wyścig szczurów' pomiędzy prezenterami radiowymi i telewizyjnymi o wywiad z nową gwiazdą show-biznesu. Po chwili jednak wszyscy, którzy przyglądali się rozgrywce zaczęli gwizdać i gratulować Davidowi. Następnie właściciel kasyna postawił na stole czek na obiecane pięćdziesiąt miliardów dolarów, które odtrącił z konta mężczyzny z tatuażem. Po policzku Dawsona spłynęła pojedyncza łza. Była to łza szczęścia, ponieważ dopiero przed sekundą wyszedł z szoku i uświadomił sobie, co się wydarzyło. Jeszcze nigdy wcześniej nie był tak bardzo szczęśliwy. Miał ochotę wybiec z 'Golden Nugget' na ulicę i zacząć wrzeszczeć z radości. Oczywiście nie zapomniał o dobrych manierach, jakich nauczyła go babcia i podał rękę swojemu pokonanemu oponentowi, który nawet nie drgnął.
Kiedy David chciał pogratulować mu niesamowitej walki, w której bezsprzecznie się nie poddał, ten zamiast uścisnąć jego dłoń sięgnął do kieszeni jeansów, wyciągnął rewolwer i nacisnął spust. Huk, jaki wywołała samobójcza śmierć był niewyobrażalny. Wszyscy upadli na podłogę, a kiedy atmosfera odrobinę się rozluźniła, David chwycił torbę z wygraną i czym prędzej podbiegł do baru, z którego wyjrzała Ella.
- Chodź, wyjeżdżamy z tego 'Miasta Grzechu' na zawsze.
- A nie możemy tego przesunąć o trzy kwadranse? Za trzy minuty mam krótką przerwę, a następnie idę na czterdzieści minut na stanowisko kelnerskie. To moje ostatnie minuty pracy przed wypłatą od szefa!
David popatrzył czule w jej zimne błękitne tęczówki i szepnął do ucha:
- Wychodzimy. Teraz!
~ ξ ~
David Dawson i Ella Lindsey dojechali telekomunikacją miejską do hotelu 'Flamingo Hilton', gdzie zapłacił za jedną noc, po której mieli wyjechać i zamieszkać na Upper East Side. Tymczasem David otworzył drzwi do ich tymczasowego miejsca pobytu. Zdążył jedynie schować czek do bezpiecznego sejfu, który wbudowano w ścianę salonu, kiedy Ella zaciągnęła go prosto do sypialni.
- Nie uważasz, że powinniśmy trochę odpocząć, jeżeli jutro od razu po śniadaniu wyjeżdżamy? Przed nami długa podróż – odparła z troską. – Kiedy jutro podjedziemy pod mój dom, żebym wzięła swoje klamoty, możemy spróbować odpalić mojego starego gruchota. Być może dojedziemy nim do samego Nowego Jorku!
David pogłaskał wierzchem dłoni jej różowy policzek, po czym wyraził swoją opinię:
- A nie lepiej ostatni raz przemęczyć się w pociągu, a potem zakupić sobie najnowszą brykę? W końcu posiadam wystarczające pieniądze na takie wydatki – pocałował ją czule w policzek. – A teraz chodźmy spać.
Zgasił światło, a pokój ogarnęła nieprzenikniona ciemność.
made by: Alina Krupa-Szpak
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz